Straszyk z piekła rodem: Peruphasma schultei. Świat usłyszał o nim dopiero w 2005 roku.
Choć ich historia rozpoczęła się znacznie wcześniej, to przez lata ukryte były przed oczami ciekawskich w odległym zakątku Ameryki Południowej- Cordillera del Condor (Peru). Nie znajdziemy ich nigdzie indziej, a i tam musielibyśmy poważnie się natrudzić gdyż zamieszkują obszar o powierzchni 4- 5 ha (!).
Do hodowli trafiły poprzez akcję ratowania gatunku. Z wyhodowanych w niewoli owadów, zaczęto sprzedawać jaja (za pośrednictwem dwóch niemieckich hodowców). Kwotę przekazano na szczytny cel, hodowcy zaś zerkali do inkubatorów, z niecierpliwością oczekując pierwszych wyklutych owadów.
Straszyk diabelski należy do stosunkowo małych owadów. Samice osiągają 7 cm, zaś samce są mniejsze- około 5 cm. Ich ciało jest masywne, jednolicie czarne. Doskonale odznaczają się na takim tle żółte oczy, białe żyłkowanie pokryw skrzydeł czy długi, biało czarne czułka. Nie ma typowego dla owada wyglądu, gdyż oskórek bardziej przypomina aksamit niż twardy pancerz. Peruphasma schultei w toku ewolucji znacznie zredukowały skrzydła. Choć latać nie potrafią, to zrobiły z nich inny użytek. Zaniepokojone, próbują odstraszyć “przeciwnika”, pokazując ich krwistoczerwoną barwę. Licz, że połączenie tak kontrastowych kolorów jak czarny i czerwony, da do myślenia. A jeśli nie to mają jeszcze jednego asa w rękawie: drażniącą ciecz w gruczołach znajdujących się tuż za głową. Jest to mieszanka glukozy i noterpenu. Na szczęście diabełki wolą uciec, a taką “bombą chemiczną” bronią się w ostateczności. Zwykle jest rozpylana w powietrze w postaci sprayu, dość szybko się ulatnia. Nie jest ona groźna dla zdrowia, jedynie nieco uciążliwa- spodziewać się należy masowego kichania (co najmniej pół godziny).
Jest to gatunek idealny dla początkujących. Nie wymaga wilgotności dużo większej niż pokojowa, wystarczy raz na tydzień zrosić terrarium lub podawać mokre liści. Nie ma więc negatywnych skutków jeśli zostawimy te straszyki na kilka dni bez opieki. Z temperaturą również nie należy przesadzać, jest to straszyk zamieszkujący góry i optimum mieści się w granicach 18- 24 stopnie C. Pod względem żywienia jest to typowy ligustrożerca- w żargonie hodowców pod tym określeniem kryje się nie tylko ligustr, lecz cała grupa roślin: bez lilak, babka, forsycja. Najlepiej podawać owadom mieszane jedzenie- tak aby zimą w wypadku braku którejkolwiek- straszyki nie odmówiły jedzenia, co może mieć dość niewesołe konsekwencje. Są to owady niezwykle żarłoczne- ale to jedna z niewielu wad.
Terrarium nie musi być duże. Najważniejsza jest jego wysokość- powinna wynosić 3 x długość owada. W środku wstawiamy mały pojemnik z wodą na ligustr- koniecznie zabezpieczony, tak by owady nie zdołały się wepchnąć, nawet jeśli wydaje się nam, że tam się nie zmieści. Zmieści się, zmieści… Wystrój wymagany nie jest. Zawsze najlepsza będzie duża ilość rośliny pokarmowej, na której to straszyki spędzają czas.
Rozmnażanie jest niezwykle proste. Matka natura usunęła chyba wszystkie możliwe przeszkody, takie jak choćby krótki żywot samców. Para kopuluje bardzo długo, samiec większość czasu spędza na samicy- traktuje ją jak… taksówkę.
Jaja są dosyć duże, owalne, lekko chropowate z szaro- czarno- brązowym wzorkiem. Składane są drobnymi seriami, po 4- 5. Samica rozrzuca je wokół siebie. Inkubacja trwa około 3- 4 miesięcy (w takim samym środowisku jak trzymamy rodziców). Raz na tydzień należy je delikatnie spryskać. Procent klucia nierzadko sięga 100%. Świeżo wyklute owady są ciemne, niezwykle ruchliwe i posiadają białe końcówki czułek. Zwykle zbierają się w skupiska.
Straszyk diabelski z pewnością jest owadem, który swym pięknem urzeka nawet osoby, które owadów nie lubią. Ciekawe zachowania i łatwość hodowli czynią go obiektem pożądania. Czy jest to więc owad idealny? Bardzo możliwe ;-)